Ślęża Sobótka - Muchobór 0:3 (0:0)

Relacja

Historyczne zwycięstwo w Sobótce

Ślęża Sobótka była naszym rywalem w wyjazdowym pojedynku XXIV kolejki rozgrywek. Pojedynki z tą drużyną na jej terenie zawsze były dla nas ciężkie. Dość powiedzieć, że na boisku w Sobótce nigdy nie wygraliśmy, trzykrotnie następował podział punktów i czterokrotnie zanotowaliśmy porażki. Mecz z wielu powodów od razu zapowiadał się na ciężką i mozolną przeprawę. Do niezbyt pozytywnego bilansu wzajemnych potyczek, dochodziła fala kontuzji, przypadków losowych (co uwidaczniała liczba rezerwowych) , no i pogoda też swoje dołożyła, bowiem słońce prażyło niemiłosiernie.

W mecz weszliśmy mocnym akcentem. Już w 1 min. mieliśmy rzut rożny, po którego wybiciu na bramkę gospodarzy strzelił R. Wójcik. Piłka odbiła się po drodze od jednego z obrońców i wysokim lobem poszybowała w stronę bramki. Niewiele brakowało, aby piłka wpadła do bramki, ale zapobiegł temu bramkarz Ślęży, który w ostatniej chwili przerzucił piłkę nad poprzeczką, co oznaczało następny rzut rożny, ale z drugiej strony boiska. Wykonał go Luśnia, piłka leciała idealnie na głowę Lewandowskiego, który bardzo dobrze do niej wyskoczył i padłaby bramka dla nas, gdyby nie wmieszał się w to obrońca gospodarzy, trącając piłkę lekko głową i zmieniając kierunek jej lotu, skutkiem czego Lewandowski wykonał tzw. "pusty przelot", z czego był bardzo niepocieszony. W 4 min. gospodarze oddali na naszą bramkę mocny i bardzo niecelny strzał z dystansu. Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło w 7 min. Zawodnik gospodarzy przy próbie opanowania piłki, źle stanął i doznał kontuzji, po której nie mógł wyprostować nogi w kolanie i musiał opuścić boisko. Wyglądało to fatalnie i jest to przykra sprawa dla zawodnika. Trzeba mieć nadzieję, że nie był to poważny uraz i zawodnik Ślęży wróci do gry, czego mu życzymy. Po krótkiej przerwie spowodowanej tym niefortunnym zdarzeniem powróciliśmy do gry. Nad bramka Ślęży poszybowała piłka po strzale z dystansu, jaki w 9 min. oddał Sprancel. Gospodarze bliscy zdobycia bramki byli w 11 min. , gdy ich zawodnik przedarł się naszą prawą stroną i wychodził sam na sam z Muchą, nieco w bok od bramki. Próbował go zatrzymać Grzegorzewski, ale musiał uważać, by nie popełnić faulu, co groziło rzutem karnym. Mucha "wyczekał " zawodnika Ślęży i wyszedł nieco z bramki zasłaniając krótki słupek. Napastnik Ślęży oddał strzał, Mucha zdołał sparować piłkę na słupek i wyszła ona na rzut rożny, zaś Mucha siłą rozpędu wpadł na Grzegorzewskiego, ale obaj podnieśli się i mogli kontynuować grę. . W 12 min. gospodarze wykonywali rzut wolny, po którym piłka spadła przed naszym polem karnym. Doskoczył do niej zawodnik Ślęży i mocno strzelił a lot piłki zablokował Bartman, ekspediując ja poza pole karne. Niecelnie z dystansu strzelał Rył w 13 min. Ten sam zawodnik wykonywał w 15 min. rzut wolny, po którym piłkę złapał bramkarz. Nad bramką gospodarzy strzelał w 18 min. R. Wójcik, po rzucie rożnym egzekwowanym przez Luśnię. Kontrę gospodarzy w 23 min. przerywa W. Madej wybiciem piłki efektownym wślizgiem na rzut rożny, z którego także się wybroniliśmy. Obok naszej bramki przechodzi piłka po strzale z wolnego , jaki oddali gospodarze w 25 min. Chwilę później to my zagroziliśmy miejscowym. Luśnia wykonywał rzut rożny, jeden z obrońców strącił piłkę głową, trafiła ona do Mikłosa, który od razu dośrodkował, ale było to za mocne uderzenie, bo piłka przeleciała nad bramką. Sporo kontrowersji wzbudziła sytuacja z 29 min. Wówczas to Sprancel będąc w polu karnym, wyprzedził obrońcę gospodarzy, zastawiając sobą piłkę i gdy miał zamiar strzelić lub ruszyć jeszcze w stronę bramki, został od tyłu pchnięty przez obrońcę. Oczywisty faul i rzut karny, ale arbiter widział (albo nie widział) to inaczej i nakazał kontynuować grę. Wobec panującego upału w 30 min. nastąpiła przerwa na spożycie płynów, po czym gra została wznowiona. Szczęście nie uśmiechnęło sie do nas w 31 min. , gdy po centrze Rapiora w doskonałej sytuacji znalazł się Sprancel. Ale nie trafił dobrze w piłkę i zamiast bramki był "farfocel". Nasz bramkarz w 35 min. broni strzał głową oddany zza pola karnego. W 40 min. mieliśmy doskonałą okazję na objęcie prowadzenia. Luśnia w polu karnym gospodarzy zatańczył z piłką i strzelił na bramkę. Na drodze piłki stał obrońca i chciał piłkę zablokować, ale uczynił to tak niefortunnie, że trafiła ona go w rękę i arbiter (po krótkiej chwili wahania) wskazał na "wapno". Do piłki podszedł Luśnia, strzelił i bramkarz obronił uderzenie naszego kapitana. To drugi rzut karny nie wykorzystany przez Luśnię. w tym sezonie. Poprzedniego "wyciągnął" mu bramkarz Zachowic, co kosztowało nas porażkę. Tamten mecz od razu nam się w tym momencie przypomniał z niezbyt dobrymi przeczuciami. Nadal był remis i sprawa wyniku wciąż była otwarta, ale okazji było szkoda. Bliski zdobycia prowadzenia dla nas był Rył w 42 min. , gdy po rzucie rożnym huknął zza pola karnego a piłka przeszła minimalnie nad spojeniem bramki gospodarzy. Jeszcze bliżej powodzenia był Bartman w 44 min. po rzucie rożnym wykonanym przez Luśnię. Wyskoczył w górę i głową skierował piłkę do siatki a obrońca Ślęży wybił piłkę z linii bramkowej. Do przerwy więc remisujemy 0-0, choć mieliśmy więcej okazji na zdobycie bramki. Tylu okazji nie mieli gospodarze, których nasi obrońcy i pomocnicy trzymali na dystans od naszej bramki i poza jedną sytuacją nie zagrozili nam poważniej. W przerwie trzeba było odżałować karnego i zmotywować się do kontynuowania gry z pierwszej części meczu, bo nie była ona zła, stwarzaliśmy sytuacje i w końcu coś musi wpaść. Z takim nastawieniem ruszyliśmy na murawę po przerwie.

Pewne obawy budziła możliwość opadnięcia z sił, co przy panującym upale i skromnej ławce rezerwowych, mogło mieć duże znaczenie, ale i gospodarze mieli podobny dylemat a nawet gorszy, bo jeszcze w pierwszej połowie zmuszeni zostali do dwóch zmian i na tym wyczerpały się zasoby ich rezerwowych. Podobnie jak pierwszą połowę, tak i drugą rozpoczynamy od mocnego wejścia. W 46 min. centra Mikłosa omal nie zakończyła się bramką. Piłka dziwną parabola poleciała na bramkę gospodarzy, po czym zniżyła swój lot i poleciała w stronę dalszego słupka, co zmusiło bramkarza do szybkiego wycofania sie w tamtym kierunku, ale ostatecznie piłka przeleciała wzdłuż słupka i miejscowi mogli odetchnąć z ulgą. Pod naszą bramką niebezpiecznie zrobiło się w 47 min. Grzegorzewski chciał wybić piłkę spod naszej bramki, ale trafił ją tak, że poleciała za niego i nad naszą bramką, co oznaczało korner dla Ślęży. Po jego rozegraniu nastąpiło dośrodkowanie i piłka po tej centrze przeleciała obok słupka. Gdy nic na to nie wskazywało, to padła bramka dla nas. Przeprowadziliśmy kontrę w 52 min. , obrońcy gospodarzy dośrodkowaną piłkę wybili na prawa stronę, gdzie doszedł do niej R. Wójcik i podał do nadbiegającego środkiem Grzegorzewskiego. Ten przyjął piłkę i strzelił na bramkę. Uderzenie nie było może mocne, ale za to z dziwną rotacją. Bramkarz gospodarzy złapał piłkę(tak się wydawało przez chwilę), po czym niespodziewanie dla wszystkich futbolówka zatańczyła mu na rękach i prześliznęła się między nimi a słupkiem i wtoczyła do bramki. Bramka praktycznie "z niczego, ale równie wielce ciesząca, jak bomba z 30 metrów w okienko. Oczywiście radość nasza była ogromna a najszczęśliwszy był strzelec czyli Grzegorzewski. Co prawda jedna bramka do zwycięstwa czasem wystarczy, ale też jest bardzo wąskim marginesem, przy którym każdy błąd może mieć fatalne skutki. Trzeba więc nadal grać swoje i trzymać rywali z daleka od naszego pola karnego. Nie cieszyliśmy się z tej bramki długo, bo tylko dwie minuty. A dlaczego?Bo zdobyliśmy w 54 min. drugą bramkę a jej autorem był Sprancel. Jak do tego doszło?Obrońca gospodarzy zagrał niefrasobliwie piłkę do kolegi w poprzek pola karnego, ale uczynił to za słabo. Do piłki wystartował Sprancel, przejął ją i bez problemu strzelił obok bramkarza do siatki. Dwie bramki stracone w takich okolicznościach w odstępie kilkudziesięciu sekund to jak nokaut w boksie. Ciężko zabrać się do gry i odrabiać straty, ale czasami to się udaje. Więc i gospodarze nie rezygnowali. A my?Mając dwie bramki w zapasie, można było myśleć już o tym, jak korzystny wynik dowieźć do końca a co najważniejsze, żeby uczynić to z jak najmniejszym ubytkiem sił, bo skromna ławka rezerwowych nie pozwalała na wiele zmian. W 57 min. Mucha przechwycił dośrodkowanie z wolnego. Nadszedł czas pierwszej zmiany w naszej drużynie. W 60 min. Kulmatycki zmienił Mikłosa. Dwie minuty później duet Sprancel-Luśnia przeprowadził widowiskową i składną akcję i tylko jej zakończenie było nie takie, jakiego oczekiwaliśmy, bo jej efektem był rzut rożny. Na strzał z dystansu w 66 min. zdecydował się R. Wójcik, ale piłka przeleciała sporo nad poprzeczką. Sporo szczęścia mieli gospodarze w 70 min. Po rzucie wolnym egzekwowanym przez Luśnię, obrońca Ślęży tak uderzył piłkę głową, że omal nie zaskoczył własnego bramkarza, który musiał interweniować, by zapobiec stracie bramki. Nie zaskoczył go także R. Wójcik w 72 min. , który strzałem zza pola karnego posłał piłkę w stronę bramki. Piłka lekko odchodziła w bok, lecz mimo tego bramkarz zdołał ją złapać. W 75 min. po raz drugi w meczu arbiter zarządził przerwę na uzupełnienie płynów. Po wznowieniu gry dobrej okazji nie zamienił na bramkę Luśnia w 76 min. , bo jego strzał z narożnika pola karnego wybronił bramkarz. Nie wykorzystaliśmy także zamieszania pod bramką gospodarzy po rzucie rożnym w 78 min. Strzelali kolejno R. Wójcik, Rył i Grzegorzewski i za każdym razem na drodze piłki stawał któryś z obrońców Ślęży. W naszej bramce Mucha musiał się wykazać w 82 min. , łapiąc piłkę po strzale zza pola karnego. Do jeszcze większego wysiłku został zmuszony w 86 min. , gdy zawodnik Sobótki oddał z daleka strzał na naszą bramkę. Tak naprawdę piłka poleciała wysokim lobem. Świecące prosto w oczy naszego bramkarza słońce nie ułatwiło interwencji, ale ostatecznie cofający się do bramki z przedpola Mucha zdołał piłkę przenieść ponad poprzeczką. Wynik spotkania ustalił w 89 min. R. Wójcik, który po podaniu Sprancela, prawie od połowy boiska biegł samotnie na spotkanie z bramkarzem Ślęży. Bramkarz wybiegł z bramki, ale nasz pomocnik minął go i z bliska skierował piłkę do siatki, pieczętując tym samym nasze zwycięstwo. Na boisko zdążył jeszcze wejść A. Krzyżoś, zmieniając Ryła, sędzia zaś doliczył cztery minuty do regulaminowego czasu. Nie wpłynęło to na wynik meczu, który ostatecznie wygrywamy 3-0.

I jest to nasze historyczne-bo pierwsze- zwycięstwo w Sobótce. Żeby było efektowniej, to strzeliliśmy w nim tyle bramek, ile łącznie w poprzednich siedmiu pojedynkach rozegranych na stadionie Ślęży. Mimo wielu przeciwności losu, udało nam się wygrać na trudnym terenie i na dobrą sprawę cały mecz mieliśmy pod kontrolą, bowiem sytuacji strzeleckich miejscowi mieli bardzo niewiele. Bardzo dobrze działał nasz połączony system obronny, stworzony przez obrońców i pomocników, mimo tego, że obie te formacje są przetrzebione przez kontuzje. Terminarz i los rozgrywek tak się ułożyły, że za tydzień u siebie zagramy absolutny hit naszej grupy i sezonu z liderem(kolejnym już) czyli Błękitnymi Jerzmanowo. Mecz ze Ślężą Sobótka przeszedł do historii, przed nami kolejny jej rozdział.


S.O.S czyli Słówko O Sędziowaniu

Do arbitrażu tego pojedynku mieliśmy sporo zastrzeżeń. Bo i były ku temu powody. Dlaczego w pierwszej połowie sędzia nie pokazał żółtej kartki za faul od tyłu na R. Wójciku?Co prawda sędzia mógłby się wybronić tym, że po tym faulu, utrzymaliśmy się przy piłce i kontynuowaliśmy akcję. Zgoda, ale też istnieje coś takiego, jak tzw. odłożona kara napomnienia i w takim wypadku po zakończeniu akcji sędzia wraca do winowajcy i pokazuje mu żółty kartonik. Dziwi też brak odgwizdania "jedenastki" po faulu na Sprancelu. Do tego dorzucić można nie odgwizdywane zagrań ręką u obu drużyn, choć za każdym razem były one widoczne wyraźnie. Złapaliśmy dwie żółte kartki, gospodarze ani jednej, choć także dwie im się należały. Generalnie wypadł arbitraż trochę blado.


AFRAID OF EAGLE

Skład podstawowy:
  • 84. Jan Mucha
  • 2. Waldemar Lewandowski
  • 6. Wojciech Madej
  • 8. Dominik Rapior
  • 9. Robert Luśnia
  • 10. Denis Sprancel
  • 12. Kamil Mikłos 62' Dominik Kulmatycki
  • 15. Jarosław Bartman
  • 16. Łukasz Grzegorzewski
  • 19. Mateusz Rył 92' Andrzej Krzyżoś
  • 71. Rafał Wójcik
Rezerwowi:
  • 3. Łukasz Nowotny
  • 7. Dominik Kulmatycki
  • 18. Andrzej Krzyżoś
Przebieg meczu:
  • '49 Mateusz Rył
  • '56 [0-1] Łukasz Grzegorzewski (asysta: Rafał Wójcik)
  • '60 [0-1] Denis Sprancel (asysta: Rafał Wójcik)
  • '62 Kamil Mikłos Dominik Kulmatycki
  • '85 Rafał Wójcik
  • '90 [0-1] Rafał Wójcik (asysta: Rafał Wójcik)
  • '92 Mateusz Rył Andrzej Krzyżoś

Komentarze


~Gość
MW11 Uuu Luis w gazie, nawet przy swojej bramce sobie asystował :D
4 mies temu
Tomek Klasycznie już na FB, zapraszam do oglądania zdjęć z meczu podczas czytania czytania relacji :D
https://www.facebook.com/pg/wk...
4 mies temu
~Gość Dede pomylił zaklęcia z kogutem i dwóch gości z Sobótki złapało kontuzje :)
4 mies temu

Poprzedni mecz

93 0

4 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
LKS Ciechów
CIEC
3:2
MUCH
(1:0)

Następny mecz


5 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
LZS Zjednoczeni Szczepanów
SZCZ
21 wrz
MUCH
16:00

Poprzednia kolejka


4 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 14 września
Ciechów
3:2
Muchobór
Orzeszków
3:1
Pietrzykowice
Szczepanów
0:1
Smolec
Marszowice
3:0
Miękinia
Bogdaszowice
0:0
Solna
Brzeg Dolny
1:1
Osiek
Brzezina
4:5
Lubiąż

Następna kolejka


5 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 21 września
Pietrzykowice
21 wrz 16:00
Brzeg Dolny
Lubiąż
21 wrz 16:00
Orzeszków
Szczepanów
21 wrz 16:00
Muchobór
Smolec
22 wrz 11:00
Bogdaszowice
Miękinia
22 wrz 12:00
Ciechów
Solna
22 wrz 12:00
Brzezina
Osiek
22 wrz 15:00
Marszowice