Muchobór - Błękitni Jerzmanowo 3:0 (1:0)

Relacja

Wskakujemy na fotel lidera !

Ostatni w tym sezonie mecz na własnym obiekcie z Błękitnymi Jerzmanowo w ramach przedostatniej XXV kolejki rozgrywek niespodziewanie urósł do rangi wydarzenia nie tylko kolejki, ale być może także całego sezonu, a już na pewno rundy wiosennej. Na boisku miały się bowiem zmierzyć dwie drużyny ze szczytu tabeli. Nasi rywale przybyli do nas jako liderzy ligowej stawki, my zaś dzierżyliśmy tytuł wicelidera ze stratą dwóch punktów. Jasne więc było, że gra będzie się toczyć o fotel lidera. Zwycięzca sadowił się na nim przed ostatnią kolejką, pokonany albo wypadał z gry (to o nas) albo mocno komplikował sobie sprawę (to o gościach). Albowiem za obydwiema drużynami, które miały rywalizować na murawie obiektu przy ul. Trawowej, czaiły się ekipy Zjednoczonych Łowęcice i KS Piotrowice, czekające na potknięcie lidera i wicelidera. Prawdę mówiąc to wszystkie cztery wymienione ekipy czekały na wpadki innych. Dodatkowym smaczkiem naszego pojedynku było to, że Błękitni Jerzmanowo w tym sezonie ani razu nie zeszli pokonani z obcych boisk, natomiast my broniliśmy miana niepokonanych u siebie. Wszystkie te okoliczności oraz rozpropagowanie tego pojedynku poprzez internet sprawiło, że na obiekcie zgromadziło się jak nigdy wielu kibiców obu drużyn a i osób postronnych także nie brakło. Pobieżnie licząc było jakieś 200-250 osób, co już dawno nie miało miejsca. Wśród widzów można było dostrzec także prezesa DZPN p. Andrzeja Padewskiego. Grupa zaangażowanych osób z naszego klubu zorganizowała oprawę oraz grilla, stawili się także wszyscy nasi kontuzjowani gracze. Tradycyjnie mieliśmy kłopoty kadrowe, spotęgowane na dodatek absencją R. Wójcika, pauzującego za nadmiar żółtych kartek. Pogoda dostroiła się do tego wydarzenia i można było zacząć ten niemal historyczny pojedynek.

Pierwszy mocny akcent należy do nas. W 1 min. Grzegorzewski dośrodkowuje z prawej strony w pole karne, do piłki wyskoczył bramkarz gości, lecz się z piłką minął. Ale i też żaden z naszych zawodników nie zamykał akcji z przeciwnej strony, więc ten błąd bramkarza nie został przez nas wykorzystany. Pierwszy strzał na bramkę gości oddał W. Madej w 3 min. Uczynił to z dużej odległości, posyłając piłkę wysokim lobem, ale piłka przeleciała dość wysoko nad bramką. W 6 min. wychodzimy z kontrą, po której dośrodkowanie Rapiora wykończył strzałem głową Sprancel. W wyskoku do piłki towarzyszył mu jednak obrońca i piłka trafiła po drodze w głowę zawodnika Błękitnych, przez co straciła wiele ze swej prędkości i po tym rykoszecie bramkarz gości bez trudu złapał piłkę. Przyjezdni w odpowiedzi wywalczyli w 7 min. rzut rożny, ale dośrodkowana z niego piłka wyszła poza linię końcową. Po raz drugi na bramkę gości uderzył z dystansu W. Madej w 8 min. , także wysokim lobem i po raz wtóry piłka poszybowała wysoko nad bramką. Goście z większą werwą zaatakowali naszą bramkę. W 9 min. mieli rzut wolny, zaś w 10 min. dwa rzuty rożne pod rząd. Ze wszystkich tych niebezpiecznych sytuacji wychodzimy bez strat. Odgryzamy się rzutem rożnym w 13 min. , ale centrę Luśni przechwytuje bramkarz. Po tym fragmencie gry do głosu doszli Błękitni, wykorzystując to, że za bardzo się cofnęliśmy. W 13 min. łapiemy ich na spalonym. Po ich rzucie wolnym w 16 min. wybijamy piłkę spod własnej bramki a czyni to M. Wójcik. W 19 min. piłkarze z Jerzmanowa wykonywali rzut rożny. Do piłki rzucił się Mucha, ale teraz to on zaliczył "pusty przelot", na nasze szczęście niewykorzystany przez rywali. Po kontrze Błękitnych w 22 min. piłka ucieka spod nóg zawodnika gości i opuszcza boisko, przekraczając linię końcową. Na chwilę złapaliśmy oddech, gdy w 23 min. Luśnia strzelił obok bramki z dystansu. Na jego usprawiedliwienie można dodać, że strzelał prawą nogą, czyli tą słabszą. Później mieliśmy okazję obejrzeć dwa horrory, jakie zafundowali nam nasi zawodnicy. Przy pierwszym w głównej roli wystąpił Król, który w 24 min. podczas kontry gości skiksował nie trafiając w piłkę, która odskoczyła zawodnikowi Błękitnych i ten popędził w stronę naszej bramki. Za wcześnie jednak oddał strzał i piłka przeszła po skosie przed naszą bramką i wyszła poza linię końcową niedaleko słupka. Jeszcze więcej emocji dostarczył nam nasz bramkarz, do którego zagrał piłkę w 25 min. Grzegorzewski. Mucha piłkę chciał wykopać, ale być może stawka meczu go na moment sparaliżowała, bo w piłkę nie trafił... , więc musiał za piłką gonić, by nie przekroczyła linii bramkowej. Efektem tej dekoncentracji był rzut rożny dla rywali. Jego wykonanie było jednak fatalne, bo piłka wyszła poza bramkę. Nad bramka zaś przeleciała piłka w 26 min. po strzale zawodnika z Jerzmanowa, oddanym zza pola karnego. Ta część spotkania była w naszym wykonaniu słaba i goście dominowali wtedy na boisku. Nie straciliśmy co prawda bramki, ale tak mogło się przecież stać. Na przekór temu w 28 min. obejmujemy prowadzenie. Luśnia dośrodkowywał z rzutu rożnego, do piłki wyskoczył "w tempo" Bartman i przez nikogo nie atakowany strzelił głową celnie do siatki. Można rzec, że ten korner był rozegrany wręcz szkoleniowo. Prowadzenie objęte w słabszym okresie gry naszej drużyny zawsze daje pozytywnego "kopa", więc trzeba było to przełożyć na grę. Goście nie mieli już nic do stracenia i chcąc zachować pozycję lidera, musieli zaatakować większa ilością zawodników, narażając się na kontry. Ale innego wyjścia nie mieli. W 32 min. ich atak powstrzymał Król, umiejętnie blokując piłkę, by ta opuściła plac gry. Strzał z rzutu wolnego w 34 min. oddany przez gości nie zrobił nam krzywdy, bo piłka przeleciała wysoko nad bramką. My zaś nie zagroziliśmy bramce Błękitnych po rzucie rożnym w 36 min. Pod nasza bramką nie trzeba było bić na alarm po wolnym gości w 38 min. Akcja zawodników Jerzmanowa w 39 min. kończy się nieporozumieniem dwóch graczy, w efekcie czego bezpańską piłkę przejmuje Mucha. Niewiele zabrakło do tego, aby po strzale Luśni z rzutu wolnego, oddanym w 40 min. padła druga bramka dla nas. Bramkarz gości co prawda wyskoczył do piłki, ale miał problemy z jej opanowaniem. Razem z nim do piłki wyskoczył Bartman, który spadając na murawę faulował bramkarza. W 42 min. strzał z rzutu wolnego oddany przez zawodnika Błękitnych blokuje M. Wójcik i piłka wychodzi na rzut rożny. Po jego wybiciu gracz Jerzmanowa uderzył piłkę głową a ta odbiła się od któregoś z naszych zawodników i ponownie wyszła na korner. Gdy z powrotem została wstrzelona w nasze pole karne z narożnika, została posłana za linię końcową po strzale głową oddanym przez zawodnika Błękitnych. Na koniec pierwszej połowy łapiemy gości na spalonym w 44 min. Niedługo potem arbiter zagwizdał po raz ostatni w pierwszej połowie i obie drużyny zeszły na przerwę. Mieliśmy więc korzystny wynik i trzeba było go poszanować, nie dając się zaskoczyć gościom szczególnie tuż po rozpoczęciu gry. Przeprowadziliśmy jedną zmianę-za Mikłosa wszedł Gołębiowski, który wobec plagi kontuzji w naszej drużynie dostał w trybie awaryjnym powołanie z drużyny naszych oldboyów 35+, podobnie jak Studnicki i Kulmatycki. Gołębiowski nie jest postacią anonimową, bowiem kilka lat temu grał w naszej drużynie, jeszcze za czasów, gdy na Muchoborze była klasa "A" i teraz wspomógł nas w trudnym okresie.

Druga część pojedynku zaczyna się od naszej pułapki ofsajdowej w 46 min. Wkrótce, bo w 47 min. okazję na podwyższenie naszego prowadzenia miał Król, który po rzucie wolnym wykonanym przez Luśnię, wyskoczył idealnie do piłki. Nie był przez nikogo pilnowany, ale pułap na którym leciała piłka był ciut za wysoki i nasz zawodnik tylko musnął piłkę głową, ale nie na tyle mocno by zmienić jej kierunek lotu. W 49 min. udana interwencja popisał się Mucha, który po rzucie rożnym dla gości wyszedł z bramki i rękoma wybił piłkę z naszego pola karnego. Strzał Gołębiowskiego oddany zza pola karnego w 50 min. przeszedł obok słupka bramki jerzmanowian. W 52 min. Mucha ponownie wybija piłkę rękoma po dośrodkowaniu, tym razem z rzutu wolnego. Kolejny raz nasz bramkarz zostaje zatrudniony w 55 min. , gdy po rzucie rożnym przerzuca piłkę nad poprzeczką, co oznacza drugi korner dla gości. Nie zrobił on nam jednak krzywdy. W 57 min. centra Rapiora zamiast do Sprancela, trafiła w ręce bramkarza przyjezdnych. Losy meczu praktycznie rozstrzygnęły się w 58 min. Wówczas to Gołębiowski zagrał piłkę do Sprancela tak, że przeszyła ona linię obrony gości i nasz napastnik wyszedł sam na sam z bramkarzem. Strzału jednak oddać nie zdążył, bowiem został od tyłu sfaulowany przez obrońcę Błękitnych. Sędzia spotkania odgwizdał przewinienie, pokazał faulującemu zawodnikowi gości czerwony kartonik i wskazał na punkt oddalony od bramki o jedenaście metrów. Do karnego podszedł Luśnia, który tydzień temu nie wykorzystał "jedenastki", Dziś jednak nie dał żadnych szans bramkarzowi, podwyższając nasze prowadzenie do stanu 2-0. Sytuacja gości stała się bardzo trudna, grali w osłabieniu i mieli do odrobienia dwubramkową stratę. Zadanie ciężkie do wykonania, ale nie niemożliwe. W 61 min. sprawę wyniku definitywnie mógł zamknąć Sprancel, ale w pojedynku sam na sam z bramkarzem lepszy okazał się ten drugi, który wybił piłkę na aut. Po wyrzuceniu piłki z autu, nad bramką główkował Król. W 64 min. po wolnym egzekwowanym przez Gołębiowskiego, piłka uciekła spod nogi Królowi, który stał przed słupkiem bramki gości. Ciężko było mu coś z tego zrobić, bo piłka odbiła się od nierówności murawy i dostała przedziwnej rotacji. Przeprowadzamy drugą zmianę w 65 min. Za Rapiora wchodzi Studnicki. Obok bramki po raz drugi strzelał z dystansu Gołębiowski w 67 min. Centra Studnickiego w 68 min. pada łupem bramkarza. Na 3-0 mógł podwyższyć w 69 min. Luśnia, ale przestrzelił z pola bramkowego. Trochę zamieszania pod naszą bramką zrobili goście w 70 min. po rzucie rożnym. Sytuację wyjaśnił duet Lewandowski-W. Madej, wyprowadzając piłkę spod naszej bramki. Na spalonym zostaje złapany Sprancel w 72 min. Kontrę gości w 73 min. skutecznie zgasił Studnicki, tak naciskając na zawodnika przyjezdnych, że ten dośrodkowując posłał piłkę poza bramkę. Sam na sam z bramkarzem wyszedł Luśnia w 74 min. i nie zdołał go pokonać. W 75 min. goście mieli rzut rożny, lecz skuteczna interwencja Lewandowskiego pozwoliła nam na zneutralizowanie zagrożenia. Nie zagroził nam także strzał oddany z rzutu wolnego w 78 min. , który minął bramkę w sporej odległości. Bardziej dokładny był w 81 min. Gołębiowski. Wykorzystał on podanie Sprancela, który w narożniku pola karnego stoczył walkę z obrońcą gości, po czym posłał piłkę płasko po murawie do stojącego przed polem karnym Gołębiowskiego. Nasz pomocnik uderzył z pierwszej piłki tuż nad murawą a piłka zatrzymała się dopiero w siatce bramki gości. Próbował trzykrotnie i za trzecim razem weszło. Wynik 3-0 na niespełna dziewięć minut przed końcem zasadniczo rozstrzygał definitywnie wynik pojedynku. W 83 min. na boisku pojawił się A. Krzyżoś, zmieniając kapitana Luśnię, któremu po zejściu z boiska koledzy z drużyny zgotowali owację. Bliski zdobycia bramki był Król w 85 min. , lecz piłka po jego strzale spadła na "dach" bramki. Kolejna nasza zmiana miała miejsce w 86 min. : Kulmatycki zastąpił Sprancela. W 86 min. piękne uderzenie Gołębiowskiego równie piękną paradą wybronił na rzut rożny bramkarz Błękitnych. Zaskakującym strzałem z dystansu popisał się Lewandowski w 88 min. , po którym piłka spadła na siatkę z tyłu bramki. W tejże minucie na boisko wszedł debiutujący w naszej drużynie Galas, zmieniając Bartmana. Arbiter doliczył cztery minuty do drugiej części spotkania. W pierwszej z doliczonych minut na bramkę gości strzelał Król. Piłka odbiła się od któregoś z obrońców i bramkarz mógł ją bez przeszkód opanować. Ostatnim akordem tego pojedynku był strzał zza pola karnego, jaki oddali goście w trzeciej z doliczonych minut.

Gdy zaś zabrzmiał ostatni gwizdek, nastąpił wybuch radości naszych zawodników i kibiców. Zostaliśmy liderami naszej grupy klasy "B" !Do zakończenia rozgrywek został tylko jeden mecz, wyjazdowy pojedynek z Augustynem Wrocław. A dziś możemy cieszyć się zwycięstwem odniesionym po twardej walce. O ile pierwsza połowa w naszym wykonaniu (mimo, że zwycięska dla nas) była delikatnie mówiąc słabowita, to w drugiej byliśmy już stroną przeważającą. Fakt, goście grali w osłabieniu, ale ono przecież nie wzięło się z niczego. Mając na uwadze szpital w naszej drużynie, tym bardziej należy docenić ten sukces. No i w tym sezonie boisko na Trawowej nie zostało zdobyte przez naszych rywali i to kolejny powód do satysfakcji. W czasie meczu i po jego zakończeniu można było ugościć się kiełbaską z grilla a klubowa grupa inicjatywna zebrała wśród publiczności zacną jak na nasze warunki sumkę z dobrowolnych datków, która wesprze nasz skromny budżet klubowy. W tym miejscu trzeba złożyć podziękowania wszystkim tym, którzy zorganizowali dzisiejsze wydarzenia okołomeczowe jak i licznym kibicom wspierającym nas dziś w tym pojedynku. Wśród nich nie zabrakło naszych oldboyów kategorii 35+ i 45+. Wielu z nich kilka lub kilkanaście lat temu grało w naszym klubie a obecnie pasję piłkarska realizują w rozgrywkach ligi oldboyów, gdzie poczynają sobie z całkiem niezłym skutkiem, bowiem młodsi z nich awansowali właśnie do pierwszej ligi, czego im gratulujemy.

Na koniec jeszcze chwila refleksji. Są w życiu sprawy ważne i ważniejsze. Rywalizacja sportowa na boisku piłkarskim nie toczy się w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Przed dzisiejszym meczem dowiedzieliśmy się, że dzień wcześniej zmarła mama jednego z naszych zawodników, Mateusza Ryła. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, kim jest dla każdego z nas mama. Mateusz nie wsparł nas dziś na boisku swoją osobą i wszyscy zrozumieli dlaczego. Ale chciał być z nami i był. Chciał zagrać w tym meczu, ale też wiedział, że trzeba do niego podejść z głową wolną od trosk. A tego nie mógł zagwarantować, więc zrezygnował z gry, udzielając się przy organizacji dzisiejszego meczu. Sądzę, że mama Mateusza podzielała jego piłkarską pasję, a jeśli nie podzielała to i tak on zawsze będzie jej dzieckiem, które wspierała na tyle, ile mogła. Myślę więc, że dzisiejsze zwycięstwo można zadedykować mamie Mateusza, by w ten sposób uczcić jej pamięć i być z Mateuszem w tym trudnym dla niego czasie.


S.O.S czyli Słówko O Sędziowaniu

Mecz na szczycie ligowej tabeli prowadziło dziś trzech sędziów. Generalnie nasi zawodnicy chwalili sobie arbitraż, choć w kilku momentach nie za bardzo było wiadomo, dlaczego sędzia podejmował akurat takie decyzje. Wszelkie próby zaognienia sytuacji poprzez faule, pacyfikował żółtymi kartkami, których pokazał łącznie siedem. No i nie przerywał bez potrzeby gry, gdy któraś z drużyn, mimo faulu, nadal utrzymywała się przy piłce. W sumie ocenić należy rozjemców dzisiejszego pojedynku dobrze.


GREEN MOCCASIN

Komentarze


~Gość
~Gość Muchobór gooooool lalalalalaaaaa!!!!
3 mies temu

Poprzedni mecz

93 0

4 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
LKS Ciechów
CIEC
3:2
MUCH
(1:0)

Następny mecz


5 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
LZS Zjednoczeni Szczepanów
SZCZ
21 wrz
MUCH
16:00

Poprzednia kolejka


4 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 14 września
Ciechów
3:2
Muchobór
Orzeszków
3:1
Pietrzykowice
Szczepanów
0:1
Smolec
Marszowice
3:0
Miękinia
Bogdaszowice
0:0
Solna
Brzeg Dolny
1:1
Osiek
Brzezina
4:5
Lubiąż

Następna kolejka


5 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 21 września
Pietrzykowice
21 wrz 16:00
Brzeg Dolny
Lubiąż
21 wrz 16:00
Orzeszków
Szczepanów
21 wrz 16:00
Muchobór
Smolec
22 wrz 11:00
Bogdaszowice
Miękinia
22 wrz 12:00
Ciechów
Solna
22 wrz 12:00
Brzezina
Osiek
22 wrz 15:00
Marszowice