Bogdaszowice - Muchobór 3:3 (3:1)

Relacja

Walka i zaangażowanie do końca!

W deszczową sobotę udaliśmy się do Bogdaszowic na mecz siódmej kolejki rozgrywek z tamtejszą Ambrozją. Nastroje były stonowane, bo pasmo 4 porażek z rzędu nie nastrajało optymistycznie. Do tego doszły kontuzje i wymuszone rotacje w składzie, co komplikowało dodatkowo nasz trudny żywot beniaminka. Mecz rozpoczął się przy padającym deszczu, który (z krótkimi przerwami) miał towarzyszyć piłkarzom do końca. Jakby trudności było nam za mało, to okazało się po losowaniu, że pierwszą połowę zagramy "pod górkę" (boisko w Bogdaszowicach lekko wznosi się pod górę) a do tego pod wiatr, co od razu ujawniło się przy wykopywaniu piłki spod naszej bramki z "piątek" czy przez bramkarza lub obrońców.

Gospodarze od początku narzucili swój styl gry, oblegając naszą bramkę. Trzeba też zaznaczyć, że drużyna z Bogdaszowic imponowała warunkami fizycznymi a najniższym w jej składzie był... bramkarz. Zostaliśmy zamknięci na własnej połowie i nie mogliśmy przedrzeć się do przodu. W 4 min. wstrzelona w nasze pole karne piłka nie dotarła do zawodnika z Bogdaszowic, bowiem opuściła plac gry poza linią końcową. Ostre dośrodkowanie gospodarzy w 6 min. także wyszło poza boisko. W 7 mi. W. Madej łapie piłkę przed napastnikiem Ambrozji. Błąd Grzegorzewskiego, który przy wyprowadzaniu piłki w 8 min. wdał się w drybling przed polem karnym mógł nas kosztować utratę bramki, tak jak tydzień temu w Smolcu, gdy podobnie stracił piłkę Galas. Tym razem skończyło się na rzucie rożnym. W 11 min. strzał z rzutu wolnego przechodzi ponad naszą bramką. W 12 min. dośrodkowanie gospodarzy z rzutu rożnego trafia w boczną siatkę. Nasz bramkarz broni mocny strzał z rzutu wolnego w 14 min. Na spalonym łapiemy zawodnika Ambrozji w 16 min. Po rzucie rożnym dla Bogdaszowic w 17 min. sytuację pod naszą bramką wyjaśnił wybiciem piłki P. Madej. O włos od straty bramki byliśmy w 19 min. po kontrze gospodarzy, ale ostatnie podanie miało postać dośrodkowania, które na nasze szczęście przeleciało wysoko nad bramką. W 21 min. W. Madej wychodząc z bramki uprzedza w dojściu do piłki napastnika gospodarzy. W 22 min. zawodnik Ambrozji był na spalonym. Oblężenie naszej bramki wreszcie przyniosło sukces gospodarzom w 23 min. Po swej akcji wywalczyli rzut rożny. Wykonawca tego stałego fragmentu gry bezpośrednim strzałem (lub dośrodkowaniem-jak zwał tak zwał) umieścił piłkę w siatce, posyłając ją ponad naszymi obrońcami i bramkarzem. Jego uderzenie to jedno a drugie to to, że niemały wkład w trafienie miał wiatr, spychający piłkę w stronę bramki. Przegrywamy więc 0-1 a dotychczasowy styl gry gospodarzy nie zwiastował dla nas dobrych prognoz. Potwierdzić to się mogło już w 26 min. , gdy wychodzący z bramki W. Madej minął się z piłką, którą posłali gospodarze na dobieg do swego napastnika. Kiks naszego bramkarza zaskoczył też i gracza z Bogdaszowic, bo zanim zorientował się, co się stało, piłka wyszła poza linię końcową. W 28 min. po raz pierwszy znaleźliśmy się pod bramką gospodarzy i wykorzystał to Sprancel, który nadbiegając z lewej strony strzelił mocno w kierunku bramki, Nie wiadomo, jak by się zakończył lot piłki, gdyby nie to, że po drodze została ona zblokowana przez obrońcę i wyhamowała swój lot, przez co bramkarz gospodarzy nie miał problemu z jej złapaniem. W 29 min. po rozegraniu rzutu wolnego zawodnik miejscowych mocno strzelił zza pola karnego, ale też i wysoko ponad bramką. W 30 min. wybrnęliśmy z opresji po rzucie rożnym. Tak samo poszło nam po rzucie wolnym dla gospodarzy w 32 min. Groźniej było w 34 min. , gdy po rzucie wolnym nastąpiło dośrodkowanie a potem strzał zza pola karnego obroniony przez W. Madeja. W 36 min. po rzucie rożnym zawodnik Ambrozji główkuje nad bramką. Wyjściem z bramki i przejęciem piłki ratuje sytuację W. Madej w 37 min. Był jednak bezradny w 39 min. , gdy po rzucie rożnym (z tego samego narożnika, z którego piłka była wybijana przy pierwszej bramce) zawodnik gospodarzy wbił głową piłkę do siatki i przegrywaliśmy już 0-2. Nie minęła minuta a było już 0-3. Rozpoczęliśmy grę od środka, szybko straciliśmy piłkę, którą gospodarze zagrali na nasze prawe skrzydło do szybkiego napastnika, do niego wyszedł W. Madej próbując mu przeszkodzić. Na pomoc naszemu bramkarzowi ruszył Bartman, który piłkę odebrał rywalowi, ale zbyt słabo i fatalnie zagrał ją w poprzek pola karnego, gdzie dopadł do niej inny zawodnik Ambrozji i skierował do pustej bramki. Nokaut w niespełna 60 sekund... Po utracie trzeciej bramki zmieniliśmy ustawienie z przodu i nastąpiło przesunięcie zawodników w linii pomocy. Na efekty niedługo trzeba było czekać. W 42 min. prawą stroną przedarł się Pawłowski i zacentrował na lewo, gdzie w pole karne wbiegał Luśnia, który mierzonym strzałem na dalszy słupek pokonał bramkarza rywali i od razu jakoś zrobiło się raźniej. Bramka tylko honorowa, ale i też dająca jakieś nadzieje na drugą połowę. W 44 min. mieliśmy na zakończenie pierwszej połowy rzut rożny, wykonywany przez Luśnię, ale rośli obrońcy Ambrozji poradzili sobie z wybiciem piłki. Wynik do przerwy jest dla nas niekorzystny, ale jakiś zalążek lepszej gry się pojawił. Teraz to rywal będzie grał "pod górkę" i pod wiatr, więc teoretycznie gra nie powinna mu iść tak gładko.

W niezmienionym składzie wyszliśmy na drugą połowę. Jej początek pokazał, że nasze kłopoty z wyprowadzaniem piłki w pierwszej połowie nie wiązały się tylko z naszą dyspozycją. Wiele do powiedzenia miał wiatr oraz murawa nasiąknięta wodą. To, co gospodarzom wychodziło w pierwszej połowie, teraz szło raczej opornie. Dalekie i celne wybicie piłki już nie było takie proste. Trzeba było ją rozgrywać od tyłu, co staraliśmy się ograniczać poprzez wyższe ustawienie wszystkich formacji i czekanie na okazję do przechwycenia piłki. A taka okazja nadarzyła się w 48 min. Obrońca gospodarzy przejął piłkę od swego bramkarza i chciał ja rozegrać z partnerem, ale nie spodziewał się, że tak szybko doskoczy do niego P. Madej, który odebrał mu piłkę i popędził w kierunku bramki gospodarzy. Naprzeciw niego ruszył bramkarz Ambrozji, ale nasz napastnik posłał piłkę obok niego do bramki. Niestety, na drodze piłki stanął słupek, od którego się ona odbiła, ale P. Madej jeszcze do niej dobiegł i mimo interwencji bramkarza wspartego obrońcą skierował piłkę do siatki już bezapelacyjnie. Przegrywamy już tylko 2-3 i łapiemy kontakt z rywalem. Jak już zaczęło nam wychodzić granie, to trzeba iść za ciosem. W 49 min. obok bramki z wolnego strzelał Luśnia. Gospodarze jeszcze nie tak dawno prowadzący trzema bramkami, poczuli, ze ten mecz może nie potoczyć się tak, jak myśleli. W 50 min. wychodzą oni z kontrą, lecz dwóch ich graczy jest na spalonym. W 51 min. napastnik Ambrozji po serii naszych błędów w obronie znalazł się w dogodnej sytuacji, ale fatalnie przestrzelił. Przeprowadzamy pierwszą zmianę w 55 min. Boisko opuścił Kida(dla którego był to jak do tej pory najdłuższy występ po kontuzji) a zastąpił go Rudkiewicz, debiutujący w klasie "A". Po akcji Sprancela w 57 min. mieliśmy rzut rożny, lecz jego wykonawca, którym był Luśnia, trafił piłką w boczną siatkę. W 60 min. mieliśmy okazję na wyrównanie. Po błędzie bramkarza, który źle wybił piłkę od swej bramki, przejął ją P. Madej i ruszył ku bramce rywali. Będąc już na granicy pola karnego i widząc wychodzącego mu na przeciw bramkarza, pospieszył się ze strzałem, posyłając piłkę obok słupka a przy okazji nabawił się kontuzji i musiał na kilka chwil opuścić plac gry. Gospodarze odpowiedzieli w 61 min. strzałem z rzutu wolnego, po którym piłka przeszła wzdłuż naszej bramki i wyszła poza linię końcową. Natomiast strzał z rzutu wolnego, jaki oddali w 63 min. trafił w boczną siatkę. W 64 min. z dystansu strzelał niecelnie Luśnia. Nad bramką zaś strzelił zza pola karnego w 66 min. Bartman, po rozegraniu przez Luśnię rzutu rożnego. Dośrodkowanie Pawłowskiego w 67 min. do wchodzących w pole karne Luśni i Sprancela pada łupem bramkarza. W 68 min. mamy rzut rożny a przy okazji zmieniamy Pawłowskiego, którego zastępuje Łazowski na nietypowej dla siebie pozycji środkowego pomocnika. Mimo dobrej okazji, jaką miał w 69 min. Sprancel, wyrównanie nie padło. Nasz napastnik wyprzedził obrońców i strzelił na bramkę. Bramkarz piłkę odbił a dobitkę uniemożliwił obrońca, który piłkę wybił na rzut rożny. W 71 min. gospodarze oddają na naszą bramkę strzał z lewej flanki, który przechodzi wzdłuż niej. To druga taka sytuacja w meczu, na szczęście żaden z graczy rywali nie znajdował się w pobliżu, by piłkę skierować do bramki. Z powodu kontuzji musiał boisko opuścić w 73 min. P. Madej, zastąpiony przez Studzińskiego. W 75 min. miało miejsce kontrowersyjne zdarzenie. Zawodnik gospodarzy dryblował w naszym polu karnym i był atakowany przez Rapiora. W pewnej chwili gracz Ambrozji upadł, co spowodowało domaganie się przez gospodarzy rzutu karnego. Z naszych miejsc dobrze tej sytuacji nie było widać, ale wg naszych ocen karny się raczej gospodarzom należał. Sędzia był innego zdania i kazał kontynuować grę, co Rudkiewicz po przejęciu piłki uczynił. Sędzia główny jeszcze podbiegł bliżej linii do asystenta i wymienili jakieś uwagi, ale gry nie przerywał. W naszym obozie doszliśmy do wniosku, że być może boczny arbiter stojący najbliżej całej sytuacji powiedział głównemu, że gracz gospodarzy "przyaktorzył" trochę przy upadku. Z decyzją arbitra nie pogodzono się na ławce rezerwowych gospodarzy i padło stamtąd kilka obelg pod adresem arbitra. Wobec tego, że arbiter nie był w stanie rozeznać, kto z obecnych na ławce rezerwowych wypowiedział pod jego adresem epitety, więc pokazał czerwoną kartkę trenerowi Ambrozji i musiał on opuścić plac strefę techniczną. Po tych pozasportowych emocjach wróciliśmy do gry. W 77 min. gospodarze wykonywali rzut rożny. Tym razem nie daliśmy się zaskoczyć i neutralizujemy niebezpieczeństwo. Z kolei w 80 min. to my mamy korner i po jego wykonaniu piłkę uderzył głową Studziński z ostrego kąta i niewiele mu zabrakło, by umieścić piłkę w siatce, czego przez dłuższą chwilę żałował. Jednakże po niedługim czasie mógł się cieszyć z kolegami z wyrównującej bramki. Bowiem w 82 min. na lewej stronie piłkę dostał Rapior i zagrał ja prostopadłe w pole karne. Tam wśród kilku wbiegających piłkarzy obu drużyn był też Łazowski, który piłkę niezbyt mocno kopnął lewą nogą i zmienił tor jej lotu w taki sposób, że zmyliła bramkarza oczekującego raczej soczystego uderzenia na wprost i potoczyła się w kierunku dalszego słupka, gdzie bramkarz sięgnąć już jej nie mógł, więc bez przeszkód przetoczyła się przez linię bramkową, dając nam wyrównanie. A łazowski zanotował na swym koncie pierwsze trafienie w naszych barwach i to od razu takie ważne. Jak już doprowadzilismy do remisu wychodząc z ciężkiej opresji, to całkiem niepoważnie by było, gdybyśmy zniweczyli swój wysiłek przez przypadkową stratę bramki. A niewiele do tego brakowało w 84 min. po kontrze gospodarzy i zamieszaniu w naszym polu karnym. Mieliśmy jednak szczęście, że W. Madej obronił strzał oddany z pola karnego i odbił piłkę na rzut rożny. Gospodarze za wszelką cenę chcieli zdobyć bramkę, bo spotkanie ewidentnie im uciekało. Ale nie wykorzystali swych sytuacji w 86 min. po dwóch rzutach rożnych. Nauczeni przykrym doświadczeniem nasi obrońcy dobrze pilnowali graczy Ambrozji. W 89 min. na spalonym zostaje złapany Sprancel. Jeden z zawodników gospodarzy zrobił się zbyt rozmowny i coś powiedział arbitrowi. Ten zaś pokazał mu żółtą kartkę, potem wyciągnął czerwoną i jeszcze raz żółtą. Sekwencja pokazanych kartek nie za bardzo była dla nas zrozumiała, ale efekt jej był taki, że zawodnik Ambrozji po otrzymaniu drugiej żóltej kartki musiał opuścić boisko i gospodarze grali w dziesięciu. Arbiter doliczył 3 minuty do czasu gry. Jedynym zyskiem dla miejscowych był rzut wolny w ostatniej doliczonej minucie, po którym jeszcze wyprowadziliśmy kontrę i mieliśmy rzut rożny. Lecz do jego wykonania nie doszło, bo arbiter zakończył spotkanie.

Emocji w nim było co niemiara, można by rzec, że odbyliśmy drogę z piekła do nieba. Pogoń za korzystnym rezultatem udała się. Remis przed meczem wzięlibyśmy w ciemno. Wynik raczej nie krzywdzi żadnej z drużyn. Zagraliśmy słabo w pierwszej połowie, drugą mieliśmy o niebo lepszą. Gospodarze zagrali odwrotnie-dobrze w pierwszej połowie, słabiej w drugiej. Być może miało to związek z warunkami atmosferycznymi i terenowymi, choć obie ekipy rywalizowały na tym samym boisku. Liczy się to, że wyszarpaliśmy punkt po walce, że potrafimy wykończyć stwarzane sytuacje, choć było ich mniej niż np. w meczu ze Szczepanowem czy Smolcem. Tym razem byliśmy skuteczniejsi. Być może też odegrało swoją rolę to, że zmieniliśmy system gry i ustawienie na boisku. Cokolwiek to nie było, przyniosło oczekiwany efekt. I tego wypada nam się trzymać.


S.O.S czyli Słówko O Sędziowaniu

Jedno jest pewne-zbytnie gadulstwo ukierunkowane na tego arbitra nie opłaca się zupełnie. Gospodarze wszystkie kartki otrzymali za krytykowanie jego decyzji. Czy one były prawidłowe czy nie. W jednym mylił się kilka razy: w przyznawaniu autów. Choć trzeba też przyznać, że dwa razy zmienił swą decyzję co do wyrzutu piłki z autu na prawidłową. W sumie wyszedł arbitraż trochę w kratkę, ale nie wpłynęło to na wynik meczu, choć być może gospodarze mają na ten temat odmienne zdanie.


BLACK COYOTTE

Komentarze


~Gość

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.
Nie czekaj na innych, napisz!

Poprzedni mecz


8 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
KS Pogoń Miękinia
MIĘK
4:2
MUCH
(2:2)

Następny mecz


9 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
LZS Osiek
OSIE
20 paź
MUCH
13:00

Poprzednia kolejka


8 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 12 października
Marszowice
1:7
Solna
Brzeg Dolny
3:0
Brzezina
Ciechów
2:4
Lubiąż
Szczepanów
5:3
Pietrzykowice
Smolec
3:0
Osiek
Miękinia
4:2
Muchobór
Bogdaszowice
3:0
Orzeszków

Następna kolejka


9 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 19 października
Lubiąż
19 paź 15:00
Szczepanów
Pietrzykowice
19 paź 15:00
Smolec
Solna
19 paź 15:00
Ciechów
Orzeszków
19 paź 16:00
Brzeg Dolny
Osiek
20 paź 13:00
Muchobór
Miękinia
20 paź 15:00
Bogdaszowice
Brzezina
20 paź 15:00
Marszowice