Rakoszyce - Muchobór 4:1

Relacja

Kontuzje, praca, kwarantanna, przypadki losowe-to wszystko razem wzięte złożyło się na to, że na wyjazdowy mecz XIII kolejki rozgrywek z Zielonymi Rakoszyce skład montowaliśmy na ostatnią chwilę, dokooptowując szeroki zaciąg z drużyny oldboyów. Na murawę wybiegło tylko 5 graczy w podstawowym składzie, którzy zaczynali mecz ze Szczepanowem. Od razu trzeba zaznaczyć, że ta swoista mieszanka rozegrała dobry mecz a końcowy wynik zupełnie nie oddaje obrazu gry.

Początek pierwszej połowy był spokojny, gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Do konkretów pierwsi podeszli gospodarze, którzy w 3 min. wykonywali rzut wolny. Nasza obrona nie dała się zaskoczyć i wstrzelona w nasze pole karne piłka została wyekspediowana daleko od bramki. Za to w 5 min. zaskakujemy gospodarzy całkowicie. Wartanowicz mocno wykopał piłkę od bramki i ta trafiła w okolice środka boiska do R. Wójcika. Nasz pomocnik od razu odegrał ją na prawe skrzydło, gdzie ruszył do niej Sprancel, zostawiając z tyłu obrońców. Po kilkunastometrowym sprincie widząc wychodzącego z bramki bramkarza Zielonych, w biegu huknął z dystansu tak, że piłka zatrzymała się dopiero w siatce, lądując w niej tuż pod poprzeczką i prawie w "okienku". To oznaczało nasze prowadzenie 1-0 w tym spotkaniu. Podrażniło to oczywiście gospodarzy, którzy niespodziewanie dla siebie odrabiać musieli straty. W 6 min. Wartanowicz ładnie obronił strzał oddany zza pola karnego. W 8 min. zaś wyjściem z bramki przechwycił wrzutkę. W 9 min. po akcji R. Wójcika mamy rzut rożny, po którym głową minimalnie obok słupka strzelał Grzegorzewski. Gospodarze odpowiedzieli wrzutką z rzutu wolnego w 10 min. Potencjalne niebezpieczeństwo zneutralizował W. Madej, który w ekwilibrystyczny sposób wybił piłkę poza pole karne. W 12 min. błąd popełnia Warwas, który zagrał piłkę do tyłu wprost pod nogi zawodnika gospodarzy. Na szczęście Lewandowski skutecznie zablokował rywala a Wartanowicz mógł spokojnie piłkę złapać. W 14 min. całkiem niespodziewanie Kida wyprowadził kontrę, rozegrał piłkę ze Sprancelem a ten odegrał ją z powrotem do Kidy. Daleki rajd naszego obrońcy na dużej szybkości jednak wyczerpał jego siły (to był dopiero drugi mecz Kidy po długiej kontuzji) i nie zdążył on do podania, choć akcja zapowiadała się obiecująco. Los, który nas w tym sezonie nie oszczędza, postanowił nam przypomnieć o sobie i wbić nam nóż w plecy. Stało się to w 15 min. Pierwszy cios to kontuzja Bartmana, po której musiał zejść z boiska. Drugi to stracona bramka. Gospodarze mieli rzut wolny, po którym Wartanowicz sparował piłkę na rzut rożny. Po jego rozegraniu piłka trafiła w okolice linii pola karnego na wprost bramki. Stamtąd właśnie zawodnik Zielonych oddał na bramkę strzał, piłka jeszcze po drodze odbiła się od kogoś w tłumie zawodników przebywających w polu karnym i całkowicie myląc i tak zasłoniętego Wartanowicza wpadła do siatki. Stare porzekadło mówi, że nieszczęścia chodzą parami i znalazło to niestety potwierdzenie-tracimy przez kontuzję Bartmana i tracimy bramkę. W trybie nagłym, po pośpiesznej rozgrzewce na boisko musiał wejść Nowotny. W 20 min. mamy rzut wolny a w 22 min. rzut rożny, lecz poza zamieszaniem w polu karnym gospodarzy nic z tych fragmentów nie wyciskamy. Obok naszej bramki przechodzi strzał naszych rywali z rzutu wolnego w 23 min. W 28 i 29 min. mamy rzuty rożne. O ile ten pierwszy został skasowany przez obrońców Zielonych, o tyle ten drugi zakończył się uderzeniem głową Warwasa, tyle, że bramkarz był na posterunku i piłkę złapał. Na spalonym łapiemy gospodarzy w 33 min. Niestety, w 37 min. gospodarze mieli dwa rzuty rożne i po drugim z nich napastnik Rakoszyc głową pokonał Wartanowicza. Winę za stratę tej bramki od razu wziął na siebie Lewandowski, który "zgubił" krycie i pozwolił zawodnikowi gospodarzy na oddanie strzału głową. Inna sprawa, że ten rzut rożny był wykonany dość specyficznie. Piłka była mocno i ostro bita na wysokość ok . 2 metrów a zawodnikowi, który zdobył bramkę mało głowy nie urwała. Nie zmieniało to jednak faktu, że w tym momencie przegrywaliśmy ten pojedynek 1-2. Ale nie zamierzaliśmy złożyc broni. Rywal zdecydowanie był w naszym zasięgu, brakowało nam po prostu zwykłego szczęścia. W 41 min. gospodarze oddali strzał zza pola karnego, któryminął z dala naszą bramkę. O braku szczęścia było wspomniane ciut wcześniej. Jego właśnie nam zabrakło w 42 min. Ale w głównej i niestety bardzo negatywnej roli wystąpił wówczas jeden z dwójki arbitrów prowadzących ten mecz (bo arbitrów było tylko 2, wiec każdy z nich sędziował na jednej połowie) i śmiało można powiedzieć o kompromitacji. Cała rzecz miała się tak: R. Wójcik w swoim stylu zakręcił w środku boiska jednym z obrońców (którzy podeszli bardzo wysoko, pod środek boiska) a następnie zagrał piłkę do przodu na prawo, gdzie powinien się wtedy znajdować Sprancel. Ale nasz napastnik do piłki nie ruszył, bo byłby wtedy na spalonym. Do piłki nie ruszyli też obrońcy Rakoszyc, wiedząc, że będzie to spalony. Za to zza pleców R. Wójcika do piłki wyskoczył Grzegorzewski, dopadł do niej i gdy biegł ku bramce gospodarzy przez nikogo nie atakowany, sędzia odgwizdał mu... spalonego !!!!Od razu wzbudziło to olbrzymie nasze protesty i gniew skierowany do sędziego, który w ten sposób zabrał nam szansę na zdobycie bramki. Przecież takie decyzje odbierają całkowicie chęć do gry i sens walki o zdobycie bramki. Drużyna gra wtedy z przeświadczeniem, że oprócz jedenastu rywali przeciw niej jest także sędzia. A to na pewno nie sprzyja spokojnej atmosferze na boisku a jeszcze bardziej na widowni. Na domiar złego arbiter pogrążył się jeszcze bardziej, gdy po chwili powiedział, że sie pomylił i zarządził ... rzut sędziowski. WIELKIE DZIĘKI ŁASKAWCO !!! Bardzo nam pomógł ten rzut sędziowski, jak jasna cholera... Szkoda, że jeszcze nie powiedział, ile bramek za ten rzut sędziowski można sobie dopisać. I jak tu grać, mając w podświadomości fakt, że sędzia odwalić może jeszcze raz a może parę razy podobny numer. Po dłuższej chwili sporów i mało cenzuralnych komentarzy i gromów(całkowicie zasłużonych) jakie zebrał arbiter powróciliśmy do gry (podejrzewam, że akurat w tym momencie poziom motywacji drużyny do gry był w okolicach zera).

W 45 min. gospodarze wykonywali najpierw jeden rzut rożny, potem drugi, po którym zawodnik Zielonych oddał strzał głową obroniony przez Wartanowicza na trzeci rzut rożny, ale z drugiej strony boiska. A gdy piłka po raz trzeci poleciała z narożnika w nasze pole karne to Wartanowicz został faulowany podczas interwencji. Wkrótce potem zabrzmiał ostatni gwizdek w pierwszej połowie tego meczu. Przegrywamy ją 1-2, choć grą nie odstawaliśmy od gospodarzy. To było jedyne pocieszenie, bo z szansy na inny rodzaj okradł nas arbiter. Widocznie mocno to musiało utkwić w pamięci drużyny, bo drugą połowę rozpoczęliśmy najgorzej jak można. W 47 min. gospodarze mieli rzut rożny, po którym przed naszą bramka powstało zamieszanie. Skorzystał z niego jeden z zawodników Zielonych i mocnym strzałem w długi róg pokonał Wartanowicza. Niewiele mógł on zrobić, bo podejrzewam, że piłki za bardzo nie widział poprzez mały tłumek przed swoją bramką. Noi zawodnik gospodarzy też miał furę szczęścia, bo aż dziwne, że piłka po drodze do siatki nie trafiła nikogo. Ta bramka ustawiła mecz gospodarzom a nam bardzo skomplikowała plany doprowadzenia do remisu. Naprzekór wszystkiemu próbowaliśmy powalczyć. I trzeba przyznać, że przez ponad kwadrans cisnęliśmy gospodarzy niemiłosiernie i zamknęliśmy ich na ich połowie. Choć niestety nie przyniosło to efektu bramkowego, to pokazaliśmy, że potrafimy powalczyć. W 49 min. obok bramki strzelił R. Wójcik naciskany przez dwójkę obrońców. W 51 min. bramkarz broni główkę Grzegorzewskiego. W 52 min. drugi arbiter pozazdrościł pierwszemu pięknej kompromitacji i sam postanowił też się skompromitować i też przy okazji wymyślonego przez siebie spalonego. Odgwizdał go Rapiorowi, który dostał podanie na wolne pole i ruszył na bramkę rywali. Wyszedłby wtedy sam na sam z bramkarzem, ale nic z tego, bo sędzia użył gwizdka i Rapior dowiedział się, że był w momencie podania na spalonym. A dlaczego sędzia zbłaźnił się tą decyzją?Bo podanie dostał od... ZAWODNIKA RAKOSZYC !!!Po raz drugi rozgorzały w tym meczu dyskusje, spory i przekleństwa. Jak grać, gdy niby bezstronny rozjemca odwala taki numer ??Potem wielkie zdziwienie, że gdzieś tam jakiemuś sędziemu się dostało to i owo. Na tym meczu miało być trzech arbitrów, było dwóch a wygląda na to, że najlepiej gdyby nie było żadnego. Po tych pseudoatrakcjach zafundowanych przez gościa z gwizdkiem wróciliśmy do gry. W 54 min. z dystansu strzelał Grzegorzewski, ale bramkarza nie zaskoczył. W 55 min. po akcji Sprancela główkował Pawłowski, ale źle trafił piłkę głową i bramkarz piłkę złapał. W 56 min. Sprancel uciekł obrońcy przy linii końcowej i z dość ostrego kąta strzelił tuż nad poprzeczką. W 57 min. po podaniu R. Wójcika do Lewandowskiego, ten ostatni oddał strzał zablokowany przez obrońcę a dobitka Warwasa przeszła obok słupka. Po akcji Sprancela w 58 min. mieliśmy rzut rożny, po którym pod bramką gospodarzy było sporo kopania w piłkę, ale ta za nic nie chciała wpaść do siatki Rakoszyc, bo na jej drodze wciąż stawały górne i dolne części ciała obrońców. Po raz pierwszy od dłuższego czasu piłkarze Zielonych znaleźli się pod naszą bramką w 61 min a ich dośrodkowanie pewnie wyłapał Wartanowicz. W 62 min. na spalonym złapany został Pawłowski. Kontrę Rakoszyc w 64 min. blokuje Kida na rzut rożny. W 65 min. Wartanowicz przechwytuje piłkę prostopadle wstrzeloną w nasze pole karne. W 66 min. łapiemy gospodarzy na spalonym. Nad bramką strzela z dystansu Grzegorzewski w 67 min. Z konieczności musimy przeprowadzić w 72 min. zmianę. Za poobijanego Kidę wszewdł A. Krzyżoś. Dwa razy pod rząd łapiemy piłkarzy Rakoszyc na spalonym w 73 i 74 min. Musimy podjąć ryzyko podejścia obrońców bliżej środka, narażając się na to, że za którymś razem pułapka ofsajdowa może się nie udać i zawodnik Rakoszyc wyjdzie sam na sam z Wartanowiczem. W 75 min. bramkarz Zielonych łapie zgraną przez R. Wójcika głową piłkę tuż przed Sprancelem. Nakolejnym spalonym łapiemy gospodarzy w 76 min. Niestety, w 77 min. zdarzyło się to, o czym było napisane nieco wczesniej. Piłka została zagrana za plecy naszych obrońców, doszedł do niej zawodnik gospodarzy i ruszył sam na sam z Wartanowiczem. Ten wyszedł z bramki, ale nie miał za bardzo możliwości na skuteczną interwencję ryzykując zapoznanie się z czerwonym kartonikiem, jak to miało miejsce w meczu z Ciechowem. Próbował zatrzymać napastnika, ale nie zastopował go i ten strzelił do pustej bramki. Za frontalny atak zapłaciliśmy słoną cenę, ale przynajmniej sobie samym zawodnicy udowodnili, że w tym naprędce skleconym składzie pokazali charakter i ambicję, mimo przeciwności losu. W 82 min. po akcji Grzegorzewskiego mamy rzut rożny, ale nie zaskoczyliśmy obrony Zielonych. Atakując, narażamy sie na kontry. Takowa miała miejsce w 84 min. Wartanowicz w sytuacji sam na sam broni strzał napastnika gospodarzy i broni też poprawkę, tym razem na rzut rożny, po wykonaniu którego piłka ponownie wylądowała na kornerze. Zaś ten drugi korner zakończył niecelny strzał głową zawodnika gospodarzy. W 88 min. Wartanowicz wychodzi z bramki do piłki zagranej napastnikowi Rakoszyc "na dobieg". Piłka jednak sprawiła naszemu bramkarzowi niezłego psikusa, bo podskoczyła na nierówności murawy, gdy Wartanowicz chciał ja kopnąć a wobec takiego obrotu sprawy w piłkę nie trafił, ta zaś przetoczyła się za jego plecy i doszedł do niej zawodnik gospodarzy i strzelił poza naszą bramkę. Arbiter doliczył 3 minuty do regulaminowego czasu gry i w ostatniej doliczonej minucie złapaliśmy jeszcze gospodarzy na spalonym. Mecz przegrywamy po walce i nie byliśmy na pewno słabszą drużyną. Chwała chłopakom, że się zebrali w składzie o jakim nikt nikogo by nie podejrzewał i zagrali dobry i ambitny mecz z dwoma zgrzytami. Dobrze po meczu powiedział w szatni R. Wójcik, że wiele razy nam nie szło, i nam nie idzie, nie mamy szczęścia a nawet gdy je przez chwilę mamy, coś nam je zabiera a jak dochodzą do tego takie numery wywijane przez sędziów to po prostu odechciewa się grać i starać się o dobry wynik. Nie mam zamiaru twierdzić, że sędziowie zabrali nam remis czy zwycięstwo. Oni zabrali nam szanse na (być może) zdobycie bramki czy bramek. Gdyby one zostały zdobyte, wynik meczu byłby pewnie inny. Po zdobyciu bramki są inne pokłady motywacyjne, większa wiara w ewentualny sukces. Pozbawianie szansy na takie zdobycze skutecznie podcina skrzydła. Dlatego jeszcze raz powtórzę: chwała drużynie, że zagrała dobry mecz i nie musi się za niego wstydzić.

Dla nas ważne jest to, że mamy pierwszy punkt w rozgrywkach i przerwaliśmy fatalną serię. Do hurraoptymizmu jeszcze daleko, ale jakiś początek został zrobiony.


S.O.S czyli Słówko O Sędziowaniu

Panowie z gwizdkiem przeszli samych siebie. Czegoś takiego w jednym meczu nigdy nie widziałem. W dwóch słowach, krótko i treściwie: KOMPROMITUJĄCA TANDETA.


NO HEART

Skład podstawowy:
  • 15. Jarosław Bartman 19' Łukasz Nowotny
  • 16. Łukasz Grzegorzewski
  • 6. Wojciech Kida 72' Andrzej Krzyżoś
  • 2. Waldemar Lewandowski
  • 8. Wojciech Madej
  • 7. Tyberiusz Pawłowski
  • 13. Dominik Rapior
  • 10. Denis Sprancel
  • 95. Rafał Wartanowicz
  • 71. Rafał Wójcik
Rezerwowi:
  • 3. Łukasz Nowotny
  • 4. Andrzej Krzyżoś
Przebieg meczu:
  • '5 Denis Sprancel
  • '16 Marcin Kulas (Rakoszyce)
  • '19 Jarosław Bartman Łukasz Nowotny
  • '38 Marcin Kulas (Rakoszyce)
  • '47 Marcin Kulas (Rakoszyce)
  • '72 Wojciech Kida Andrzej Krzyżoś
  • '77 Maciej Adamowicz (Rakoszyce)

Komentarze


~Gość

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.
Nie czekaj na innych, napisz!

Poprzedni mecz

180 0

Brak typu

KP Brzeg Dolny
MUCH
1:5
BDOL

Następny mecz


Brak informacji o następnym meczu

Poprzednia kolejka


15 Kolejka
Wrocław: Klasa A Grupa I
sobota, 14 listopada
Krzelów
1:2
Szczepanów
Bielany Wr. II
2:1
Bogdaszowice
Lubiąż
0:2
Smolec
Osiek
2:4
Miłcz
Brzeg Dolny
1:0
Pęgów
Ciechów
3:0
Rakoszyce
Muchobór
0:4
Orzeszków
Miękinia
8:0
Pietrzykowice

Następna kolejka


Brak informacji o następnej kolejce